d

Młodości, ty nad poziomy………..

Szczerze muszę przyznać, że zaproszenie mnie na III Wojewódzki Zjazd Liderów Młodzieżowych był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Zwłaszcza, że zbiegło się ono z Walnym Zebraniem Uniwersytetu III Wieku w Działoszynie, gdzie piszący te słowa zajmuje miejsce funkcyjne. Miałem okazję „posmakować” sposobu postrzegania rzeczywistości przez osoby 60+ i 20-. Prawdę mówiąc każde z tych spotkań miało inny charakter oraz zakres tematyczny. Dla mnie zarówno jedno jak i drugie było ciekawym doświadczeniem. Ale chciałbym się skupić na młodzieży. Spotkanie, które odbyło się w Ośrodku Szkoleniowo-Wypoczynkowym ZHP „Nadwarciański Gród” w Załęczu Wielkim rozpoczęło się kilka minut po 19.30 i miało trwać godzinę. Tematem wiodącym była próba odpowiedzi na pytanie, czy pasja może być uzależnieniem. Prowadzącym miałem być ja. Przygotowując się do tego spotkania w głowie układałem różne scenariusze, a i to spotkanie potoczyło się inaczej. Gdy stanąłem przed ponad setką bardzo młodych ludzi, pani Dyrektor ROPS w Łodzi, Anna Mroczek, przedstawiła mnie jako tatę Tomka Mackiewicza, polskiego himalaisty, który został w Himalajach na górze zwanej Nanga Parbat (Naga Góra albo też Killer Montag – Góra Zabójca). Planowałem dać dużo czasu młodzieży na zadawanie pytań i na nie odpowiadać. Jednak złośliwość rzeczy martwych jest niejednokrotnie lepszym reżyserem spotkań niż nasze najlepsze nawet scenariusze. Przygotowanych zdjęć i filmów nie można było wyświetlić, gdyż mój wysłużony laptop nie chciał „współpracować” z całkiem nowym rzutnikiem multimedialnym. Zacząłem więc opowiadać o życiu Tomka, o jego wzlotach i upadkach, o naszych relacjach wzajemnych, bez posiłkowania się zdjęciami z różnych okresów. Opowiadałem długo. W Sali wypełnionej po brzegi było cicho jak makiem zasiał. Od czasu do czasu odzywały się salwy śmiechu, gdy przytoczyłem jakiś ciekawy a zarazem śmieszny epizod z naszego życia. Z mojego i Tomka podejścia do najtrudniejszego okresu w jego i naszym (rodziców) życiu. Momentami byłem zaskoczony niesamowitym skupieniem i ciszą na Sali. Na niektórych twarzyczkach pojawiły się łzy. A ja opowiadałem o latach walki z uzależnieniem, powrotem do społeczeństwa i realizowaniu się w pasjach. Bardzo często, gdyż nie sposób było inaczej, „zahaczałem” o wątek światopoglądowy. Zakończyłem swój monolog i przez jakiś czas trwała głucha cisza, którą przerwał nieśmiały głos: Już rzutnik jest sprawny. Prosimy o zdjęcia. Włączyłem pokaz zdjęć, komentując każde z nich i gdy się on zakończył nastąpił czas zadawania pytań. Tak mądrze skonstruowanych i wyważonych pytań nie powstydziłby się wytrawny dziennikarz. Młodzi ludzie zadawali pytania dojrzałe, na które odpowiedź miała wskazać sposoby walki Tomka i jednocześnie całej rodziny z okrucieństwem nałogu ściągającego do rynsztoka. I pasji, które charakteryzowały się przemożną wolą walki z trudnościami, słabościami i z naturą, prowadzące na szczyty. Zarówno te fizyczne (góry, maszty, samochody) jak i te niematerialne (doświadczenie, rozgłos, sława). Również pytanie jaki wpływ na nasze relacje miało podejście do światopoglądowych relacji człowieka z Bogiem? Czy też o wspieraniu wypraw Tomka w góry. Niestety musieliśmy się rozstać, lecz w mojej pamięci na zawsze zostanie obrazek zapłakanych buziaczków, będące gestem współczucia dla rodziców i rodzeństwa i oczywiście dzieciaków. Jeszcze tylko kilka zdjęć, przekazanie adresów mailowych i już wracałem wąską ścieżką poprzez las do Mojego małego białego domku. Przeglądałem kilkakrotnie plan zajęć Zjazdu i byłem pod wrażeniem, że ROPS w Łodzi podjął taką inicjatywę skierowaną do przyszłych streetworkerów i nie tylko.
Przykład godny naśladowania.

Witold Mackiewicz