man-on-boardwalk-in-forest

Moje przygody ze -sportem, – z alkoholem w tle

Moje przygody z alkoholem w tle

Jako uczeń, a potem student nie „balangowałem”. Po ukończeniu studiów podjąłem pracę
u fundatora stypendium mieszkając jakiś czas „na waleta” w akademiku.
Minął około rok od podjęcia pracy i „zmuszono” mnie do uczestniczenia w wydziałowej imprezie integracyjnej. Oczywiście jako ze stosunkowo nowym pracownikiem, co niektórzy niekiedy „ważni” starali się do mnie „przypić”. Obok mnie sam do siebie „przypijał” sekretarz wydziałowy POP.
Na następny dzień miałem się udać na wyjazd poniekąd służbowy. Oczywiście powinienem zachować sprawność, czemu okoliczności nie sprzyjały. Mój organizm czuwał jednak nade mną i podjął decyzję, aby udać się w ustronne miejsce celem pozbycia się nadmiaru alkoholu. Za mną podążył w podobnym celu partyjniak. Nie doszedłem do celu wędrówki, gdyż na schodkach mój organizm się zbuntował i zrobiłem małą ślizgawkę. Na owej ślizgawce wpadł w poślizg ów człowiek tłukąc sobie bolenie kość ogonową oraz jej okolice. Mówiono, że nastawałem na POP, lecz nie żałowano poszkodowanego, gdyż nie był szanowany, chociaż kiedyś, gdzieś indziej, mimo braku szkół był dyrektorem. Rano w pełnej sprawności udałem się w planowaną wyprawę.
Następnego razu wziąłem udział w imprezie zorganizowanej przez Towarzystwo Trzeźwości Transportowców. W bufecie była do zakupienia oranżada tania oraz droższa. Oczywiście był tam też przyniesiony przez uczestników własny alkohol. Po którymś „podniesieniu” nalałem jako przepitkę mojemu sąsiadowi oranżadę. Nie byłem świadomy, iż była to oranżada „droższa”. Kompanowi oczy wyszły z orbit i musiałem go walnąć w plecy, by mógł złapać oddech.
Innego razu u jednego z biuralistów było „pępkowe”, przychodzono więc złożyć życzenia i spożyć co nie co. Na półsłówku przysiadł tam emerytowany pułkownik, szef komórki obrony cywilnej. Przychodzący wchodzili i wychodzili, a on wypijał kolejne pępkowe. W pewnym momencie zadzwonił telefon wzywający służbowo pułkownika do dyrektora. Pułkownik wszedł niezbyt sprężystym krokiem do jego gabinetu. Na uwagę, kto go wprowadził w taki stan powiedział, że Ignac (ja) i Rysiek. Dyrektor stwierdził, że jego umysł nie funkcjonuje już prawidłowo, gdyż wymienieni „ja i Rysiek” byliśmy uważani za abstynentów.
Przy kolejnych imprezach integracyjnych ścigaliśmy tam „ja i Rysiek” pułkownika pragnąc się z nim napić (choć w szklankach była zaledwie woda mineralna). Pułkownik był w ogóle człowiekiem do rzeczy i barwnie opowiadał o swojej wojaczce, a szczególnie wyprawach do Czechosłowacji w celu wiadomym.
Z potyczek alkoholowych zapamiętałem starcie z teściem panny młodej (szewcem drobnej postury), który padł w owym starciu ze mną poczęstowany czystym spirytusem. Nie ja to zauważyłem, gdyż nie znałem się na trunkach.

Na zakończenie wierszyk z jednego służbowego wyjazdu szkoleniowego:

Na delegacji po libacji
Gdy spałem, odwiedził mnie anioł
I rzekł: – Chodzi mi o to
Byś nie chlał gorzały i piwa
Byś zdrów był i cały idioto
Byś do dom nie wracał znów z kacem
Stróż Anioł (bez paragrafu wszak gorszą mieć może też pracę)
Jako „abstynentowi”
nigdy nie „urwał” mi się
film z powodu alkoholu

Moje przygody ze sportem

Sam raczej nie uprawiałem sportu, lecz często uczestniczyłem w czynnościach związanych ze sportem.
Już jako uczeń, a zarazem posiadacz własnego roweru naprawiałem amatorom sportu kolarskiego ich sprzęt. Wobec trudności z zakupem części często naprawiałem lub przerabiałem elementy, niekiedy zdawałoby się nienaprawialne. Z okresów studiów jeszcze do dziś dnia zachowałem książkę z dedykacją w związku z uczestnictwem w przygotowaniu obiektu sportowego do jakiejś spartakiady.
Kilka lat po rozpoczęciu pracy zawodowej zająłem się amatorsko sportem strzeleckim (zakładowe koło Ligi obrony kraju) oraz sportem kartingowym (początek LOK potem federacja „Ogniwo”). Sportem kartingowym zajmowałem się od roku 1972 do lat dziewięćdziesiątych.
W tym czasie zmieniali się zawodnicy LOK, Ogniwa, a później Ogniowo jako samodzielna organizacja (zlikwidowano federację Ogniwo). Zawodnicy kartingowi w tym okresie korzystali ze sprzętu, który im przygotowałem, zresztą sami też potrafili podjąć się dość skomplikowanych przeróbek oraz konstrukcji. Sukcesy wiązały się też z wykonaną systemem gospodarczym hamownią silników. Hamownia była punktem pomiarowym, umożliwiającym pozyskanie niezbędnych danych do wyznaczenia osiągów silnika i miejscem jak najbardziej potrzebnym. .
Zawodnicy z wymienionej sekcji kartingowej byli powoływani do kadry, a w zawodach krajowych zdobywali liczne tytuły mistrzowskie i wicemistrzowskie zarówno drużynowo jak i indywidualnie. Zdobywali również czołowe miejsca w innych zawodach rangi krajowej. W międzyczasie zaprojektowałem na pokładzie geodezyjnym tor kartingowy w Wyrazowie. Na podstawie mojego konceptu powstał projekt (bez zmian) pracy wykonanej przez uprawnionego inżyniera, po czym sukcesywnie – tor kartingowy. Na torze kartingowym w Wyrazowie odbywały się liczne eliminacje do Mistrzostw Polski i inne zawody oraz treningi. W tamtym czasie w okręgu PZM w Katowicach istniało aż 17 klubów lub sekcji kartingowych. W samej Częstochowie sekcje kartingowe funkcjonowały przy MPK (LOK, później Ogniowo), Transbudzie, Rejonie Eksploatacji Dróg, Technicznych Zakładach Naukowych oraz przy Zespole Szkoł Samochodowo–Budowlanych.
Obecnie w okręgu PZM Katowice wg mojej wiedzy ślad po kartingu zaniknął. Jako ciekawostka, na tor w Wyrazowie, jako młody zawodnik kartingowy przyjeżdżał sam Robert Kubica.
Duże zasługi dla sportu kartingowego przyłożyli: prekursor Andrzej Popko, a w MPK ja, jako mechanik oraz Franciszek Ławniczak (instruktor nauki jazdy oraz instruktor sportu kartingowego), Grzegorz Biernat (instruktor zawodu oraz sportu kartingowego). Z innych znanych działaczy mogę wymienić Majchrzaka (Transbud), natomiast utytułowani zawodnicy (LOK. Ogniwo) to Grzegorz Biernat, Andrzej Biernat, Sławomir Chądzyński, Henryk Długosz, Zbigniew Trzepizur, Krzysztof Krawczyk, Piotr Tomaś, Grzegorz Beym, Jacek Raczkowski, J. Rubinkowski oraz z Transbudu – Henryk Swankowski. Zawodnicy częstochowscy uczestniczyli od 1974 roku w pucharze ministra oświaty.
W chwili obecnej mogę poinformować, że wiele lat temu hamownia została wyzłomowana (chyba złośliwie), a koło toru kartingowego jest budowana autostrada A1, jednak nie wchodząc na jego teren. Być może budowniczy autostrad po zakończeniu prac reaktywują tor kartingowy, bo takie były wiele lat temu sugestie.
W międzyczasie, na ¼ etatu byłem mechanikiem we Włókniarzu, gdzie również zaprojektowałem hamownię. Ona również została uznana za zbędną i została zniszczona. Prawda jest taka, iż używając hamowni potrafiłem dostosować silniki do konkretnych zawodników, natomiast inni jej nie polubili, gdyż po pomiarach stwierdziłem, że ich sprzęt jest bez zastrzeżeń, a ich słabe wyniki sobie samym zawdzięczali.
Obecnie jako emeryt zajmuję się sprzętem speedrowerowym oraz wyposażeniem toru i wciąż czynnie uczestniczę w „sporcie”.

Autor: Ignacy