pani-ela2

Witam Cię bardzo serdecznie!

Moja Historia
Drogi Czytelniku!

Z opisywaniem historii ze swojego życia i odbiorem ich przez Czytelników bywa różnie. Bowiem słowo pisane bez Czytelnika nie miałoby racji bytu. Piszącemu wydaje się, że przekazuje najciekawsze i godne uwagi fragmenty życia, a dla Ciebie Czytelniku mogą być to opowieści dziwnej treści.
A jednak spróbuję!
Proszę Cię Czytelniku: przeczytaj, oceń bo przecież uchylam dla Ciebie drzwi i zapraszam do wejścia w mój intymny mały świat.
Witam Cię bardzo serdecznie!
Nie będę Cię zanudzała powrotem do lat dzieciństwa, przedszkola, szkoły i dalszego poznawania świata poprzez naukę i pracę.
Chcę Ci opowiedzieć o mojej 25-cio letniej fascynacji i przygodzie z czymś co stanowi wynalazek na miarę Nobla – określany jako najlepszy wynalazek XX wieku.
Jeżeli Czytelniku nie znałeś tego wynalazku, może moja historia zachęci Cię do uczestnictwa Twojego i Twoich znajomych w tymże.
Przez wiele lat swego życia trwałam w stanie pogotowia w stosunku do swoich ciągle chorych rodziców, potem rodziny , którą założyłam, a potem do jednych i drugich. Praca zawodowa, opieka nad jej potrzebującymi, ciągłe zmagania z przeciwnościami losu, kolejne odchodzenie najbliższych na wieczną wartę stanowiły treść życia.
25 lat temu po śmierci Mamy, po odejściem Córki z domu stałam się nagle „ wolna”, ale.. niezbyt zadowolona z tej „ wolności”.
Mogłam spacerować, czytać, wykonywać hafty, ale „ niespokojnemu duchowi” to nie wystarczało.
Parę lat wcześniej podczas seminarium, w którym uczestniczyłam , odwiedziłam warszawski Uniwersytet Trzeciego Wieku, założony i prowadzony przez Panią prof. Halinę Szwarc w 1975r.
Myślę, że P. prof. rzuciła wówczas na mnie urok. Podjęłam postanowienie, iż będąc na emeryturze podejmę starania aby i Częstochowa miała taką placówkę. Niestety nie zdążyłam, ubiegł mnie ktoś inny.
Był rok 1994 – 4 listopada.
Już na pierwszym spotkaniu słuchaczy UTW powstałego w Wyższej Szkole Pedagogicznej, później Akademii Jana Długosza, zgłosiłam się do pracy w tworzącym się samorządzie, zrazu jako kronikarz, potem jako wiceprzewodnicząca, a po trzech latach zostałam przewodniczącą samorządu sprawując tę funkcje prze 8 lat.
Kiedy doszłam do wniosku, że zainteresowanie UTW jest bardzo duże, a miejsc nie starcza dla wszystkich chętnych po 12 latach zrezygnowałam z pełnionej funkcji i zaczęłam poszukiwać miejsca na kolejny UTW.
pani-ela1
Znalazłam to miejsce w Akademii Polonijnej.
Po latach przeczytałam w Biuletynie UTW przy AJD: „ Samorząd, kolejny rok pod kierownictwem p. Elżbiety Jazłowieckiej , dbał o to by studenci- emeryci mieli nieodpartą chęć do życia…” Te słowa to miód dla mojego serca.
Październik 2006 r. Akademia Polonijna:
Na pierwszą inaugurację przybyło 300-tu słuchaczy, zostałam prezesem tego UTW.
Po ośmiu latach owocnej działalności, wzroście ilości słuchaczy i pięknego rozwoju UTW władze uczelni nie wykazały zrozumienia dla sposobu prowadzenia UTW. A jeśli o coś chodzi to chodzi zapewne o pieniądze!!!
Chcieliśmy realizować program wprowadzony, ustalony, wypracowany przez P. prof. Halinę Szwarc i podtrzymywany przez inne UTW.
– cotygodniowe wykłady
– zajęcia fakultatywne
– spotkania z ciekawymi ludźmi
– uczestnictwo w życiu kulturalnym
– wycieczki
– zajęcia sportowe i inne.
Otrzymaliśmy od władz Akademii czerwoną kartkę, co nie przeszkadzało tej uczelni
w kontynuowaniu zajęć pod nazwą 50+ i utrzymywaniu iż są to kolejne lata działalności UTW założonego w 2006 r. (przez moją osobę!)
Opuszczając niegościnną Akademię założyliśmy Stowarzyszenie Częstochowski UTW. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, iż będziemy odbywać ze swoim Uniwersytetem wędrówkę po Częstochowie nazwalibyśmy nasz UTW „wędrującym”, ale to nie jest śmieszne!
Za sprawą słuchaczy Teresy i Andrzeja Króliców znaleźliśmy 2 siedziby, jedną w Wyższej Szkole Hotelarstwa i Turystyki (powstał tam zakątek Seniora) i drugą W Wyższej Szkole Lingwistycznej, ale też na krótko.
I znowu znaleźliśmy się bez „ dachu nad głową”. Przemierzyłam pół miasta w poszukiwaniu sali , ale nasze możliwości finansowe nie starczały na wynajem oferowanych sal.
Dzięki pomocy władz miasta znaleźliśmy rozwiązanie nie do końca jednak korzystne dla seniorów- słuchaczy.
Ilość słuchaczy zmniejszyła się z uwagi na pojemność sali, która znajduje się na drugim
a właściwie trzecim piętrze.
Chcę Ci powiedzieć Drogi Czytelniku, że życie mnie nie rozpieszczało. Przez 13 lat opiekowałam się chorym na Alzheimera mężem.
Mąż przez lata mojej działalności na UTW był również słuchaczem. W czasie Jego wieloletniej choroby także uczestniczył w zajęciach. Woziłam Go przez te lata na UTW, spotkania i koncerty. Kochał to studenckie życie, chociaż nie mógł mówić okazywał swoje uczucia do koleżeństwa gestami, a oni odwzajemniali dla Niego swoją przyjaźń i szacunek. Mogą dzisiaj twierdzić, że w UTW było dla Niego nieoceniona terapią , która przedłużyła Jego życie i pozwoliła Mu być w jego środku , a nie na marginesie.
W tym ciężkim czasie słyszałam pytania: po co Ci to jeszcze UTW?
Pracowałam dla słuchaczy, dla męża i dla siebie. Praca dla ludzi daje mi dużo satysfakcji
i radości.
Z całym przekonaniem po tylu latach powiedzieć mogę: warto było, warto jest.
Jak pisał Seneka:
„Musisz żyć dla innych, jeśli chcesz żyć z pożytkiem dla siebie”
Moje przygotowanie zawodowe, pełnione funkcje kierownicze, praca z dużą ilością ludzi, równoczesna z zawodową praca społeczna: radna, ławnik sądowy, Federacja Pracowników Kultury i Sztuki, praca z ludźmi niepełnosprawnymi w Stowarzyszeniu „ Betel”, udział w akcjach „ czytamy dzieciom nauczyły mnie umiejętności obcowania z ludźmi w różnym wieku. Choroby moich bliskich wyzwoliły z kolei umiejętność postępowania w trudnych sytuacjach i podejmowania natychmiastowych decyzji. Prawie 40–letnia praca w bibliotekach nauczyła mnie systematyczności i prawidłowego planowania pracy.
„W każdym człowieku drzemią jakieś talenty, sztuką jest odnaleźć je w sobie i realizować”
Myślę, że UTW wyzwolił we mnie te talenty, czego potwierdzeniem jest łatwość .w kontaktach międzyludzkich, recytację poezji i wykłady z literatury.
Pozwolę sobie przytoczyć słowa mojego idola – filozofa W. Biegańskiego:
„Nie skarżmy się, że dla pracy społecznej nie ma u nas pola, ani odpowiednich warunków.
Nie statyści tworzą postęp społeczny, lecz drobne usiłowania ludzi dobrej woli”
To motto towarzyszy mi od wielu lat mego dorosłego życia. Te słowa są drogowskazem, że warto pracować dla innych.
Jestem dumna z tego co zrobiłam i co robię (dopiero ta wypowiedź mi to uświadomiła), niech ilość lat oddanych UTW świadczy o tym (nie piszę poświęconych, bo ja się nie poświęcam).
To co robię sprawia mi przyjemność jestem dumna z każdego udanego wykładu, każdego przedsięwzięcia. Zadowolenie słuchaczy jest moją radością.
A tym niezadowolonym polecam fraszkę J. Sztaudyngera
„Przy ludziach z miną zrzędną, to nawet kwiaty więdną”

Pozdrawiam Cię Drogi Czytelniku, pozostaję z życzeniami samych dobrych dni.

Elżbieta